';
side-area-logo

Kasia + Mateusz

Polecane
Udostępnij

O co chodzi z tym Elopement?

 

  Zacznijmy od początku... Kasia i Mateusz "wpadli" na mnie przez przypadek już dawno po tym jak zabookowali swoich filmowców na ślub. Po chwili rozmowy stwierdziliśmy jednak, że warto będzie zrobić coś razem innego. Za granicą coraz większą popularnością cieszą się tzw. elopement weddings, czyli bardzo kameralne, intymne uroczystości, w których młodzi uciekają przed zgiełkiem miast, ludzi i sami lub w gronie paru najbliższych osób, ślubują sobie miłość w przepięknych okolicznościach przyrody. Bez przepychu, wielkich organizacji, przygotowań itp. Po prostu. Sami przed sobą mają swój najpiękniejszy moment.   Dlaczego by tak nie dać takiej szansy Kasi i Mateuszowi? Znaleźliśmy miejsce niedaleko Olsztyna - Kawkowo. Cud, miód, malina. Pojawił się pomysł stworzenia tipi, w którym młodzi mogliby powiedzieć sobie parę zdań prosto z serducha. Oczywiście mogliśmy pokusić się o przygotowanie wszystkiego przez nas samych, ale po co jeżeli zaraz obok są najlepsi w swojej robocie - Justyna i Piotr z Kwiaciarni w Te Pędy? Nawiązała się współpraca. Pojechaliśmy z Justyną i Piotrkiem na location scouting, wypatrzyliśmy idealną miejscówkę, zbudowaliśmy plan działania, podzieliliśmy się obowiązkami i czekaliśmy na wybrany termin.
Wszystko szło gładziutko, aż... pokazały nam się prognozy pogody, które w żadnym stopniu nie było dla nas przychylne - deszcz, deszcz, deszcz. Wszystko już zarezerwowane... musieliśmy zaryzykować! Jeżeli już widzieliście film, to wiecie, że się udało! Nie wiem jak, ale nie spadła na nas kropla deszczu! Popływaliśmy sobie po jeziorze, łapaliśmy piękne kadry i spędziliśmy super czas, a kiedy przyszła odpowiednia pora młodzi udali się w kierunku tipi i tam już zadziałała chemia! Och, pięknie było!     Po wszystkim rozpaliliśmy ognisko i pod niebem pełnym gwiazd smażyliśmy kiełbaski. Jak cudownie było tak po prostu odpocząć, porozmawiać i zatrzymać się na chwilę. Jak dobrze zrobić to na Mazurach, a już przecudownie w Kawkowie!

Następnego poranka dograliśmy jeszcze parę ujęć i musieliśmy się pożegnać. To był na prawdę dobry czas, a z Kasią i Mateuszem na pewno jeszcze nie raz spotkamy się na planszówkach!